Wywiad: Chcieć to móc – o motywacji w budowaniu aplikacji

23.01.2017

Wywiad

Wróćmy do tego, co mniej przypadło Ci do gustu podczas kursu. Było coś takiego?

Przez pierwszy tydzień kursu nie bardzo podobał mi się GIT, bo nie do końca rozumiałem, co tam się dzieje pod maską. Okazało się jednak, że to jak zwykle kwestia praktyki i poczytania dokumentacji Gita – wtedy nastała jasność (śmiech). Nie znam firmy, która nie używa obecnie Gita, dobre opanowanie systemu kontroli wersji, pozwoli zaoszczędzić wiele czasu na rozwiązywaniu niepotrzebnych konfliktów w kodzie.

W trakcie kursu w infoShare Academy nieodłącznym jego elementem są kontakty z partnerującymi firmami. Jak wyglądały relacje między tymi partnerami a kursantami?

Myślę, że firmy partnerskie to jeden z głównych czynników, z powodu których infoShare Academy odniosła sukces i cieszy się taką popularnością. Podejrzewam, że bez partnerów sporo osób nie zdecydowałoby się na kurs – w tym ja. Nawet możliwość dofinansowania kursu nie jest tak istotna, jak możliwość zdobycia szansy na rozmowę w topowych firmach. Bez doświadczenia komercyjnego trudno się gdzieś załapać na rozmowę, dlatego to był główny czynnik, który zadecydował o moim udziale w kursie Akademii.

Twoje oczekiwania zostały spełnione?

Tak, udział firm partnerujących pomógł mi zdecydowanie. Dostałem możliwość odbycia trzymiesięcznego stażu w firmie LPP – bardzo miło wspominam ten czas i ludzi, z którymi pracowałem. Natomiast stack technologiczny nie pokrywał się do końca z tym, co chciałem robić – zabrakło mojego ukochanego Angulara. Dlatego, kiedy dostałem możliwość pracy w projekcie angularowym, zdecydowałem się na zmianę pracodawcy. Skorzystałem z oferty firmy Goyello, która również jest partnerem infoShare Academy i obecnie pracuję przy aplikacji opartej o Angular JS.

Co z momentami kryzysowymi podczas kursu?

Nie miałem takich momentów. Wszystko bardzo mi się podobało. Z góry założyłem, że dwa miesiące poświęcę na pracę. Nie skupiałem się na złych myślach, bo miałem świadomość, że to tak naprawdę tylko te dwa miesiące, które w praktyce mijają bardzo szybko. Wchodzimy pierwszego dnia i już po chwili czterdzieści dni jest za nami. Poza tym moi domownicy wiedzieli, że muszę ten czas poświęcić na ciężką pracę. Zrozumieli to i nie odrywali mnie od niej.

InfoShare, to nie tylko nauka kodowania, ale także ludzie. Jak wspominasz ten aspekt kursu?

Uważam, że miałem ekstra grupę. Nie spodziewałem się, że ludzie z tak wielu branż próbują migrować do IT. Był muzyk, lingwiści, fizjoterapeuta, nawet pracownik parlamentu europejskiego. Taki miks osobowości owocował tym, że na przerwach poruszaliśmy wiele ciekawych tematów. Z paroma osobami mam do dzisiaj kontakt. Często widzimy się na różnych eventach IT. Wiem, że te osoby, z którymi utrzymuję kontakt zdołały znaleźć pracę.

Ludzie, to też nie tylko kursanci, ale pracownicy Akademii. Często tutaj wpadam, np. przy okazji zajęć z angielskiego, które dla nas – pracowników prowadzi w tym budynku moja firma. I za każdym razem czuję się, jakbym wpadał do liceum i odwiedzał starych nauczycieli.

Trenerzy byli bardzo otwarci, poza tym że nas uczyli, mogliśmy na przerwach z nimi porozmawiać, pograć w piłkarzyki. Większość trenerów jest w podobnym wieku, co kursanci, a to na pewno ułatwia kontakty i przełamuje pewne bariery. Niektórzy trenerzy sami zachęcali nas do zadawania im dodatkowych pytań poza godzinami kursu. Swobodnie opowiadali też o tym, czym zajmują się na co dzień poza kursem.

Według Ciebie wspomniane budownictwo albo filologia mogą pomóc czy przeszkodzić w nauce programowania?

Zanim poszedłem na kurs wydawało mi się, że trzeba mieć background techniczny. Ale już na kursie zauważyłem, że bardzo dobrze dają sobie radę np. lingwistki. Zawsze znajdą się ludzie, którzy mają lepsze predyspozycje do wykonywania danego zawodu, ale mimo to, każdy ma szansę zmienić profesję i znaleźć satysfakcjonującą pracę w IT. W programowaniu przede wszystkim liczy się ilość włożonej pracy, poświęconych godzin.

Jak wygląda Twój dzień pracy jako programista?

W mojej firmie są elastyczne godziny pracy. Zaczynamy między 7:30 a 9:30. Na początek robię herbatę, sprawdzam pocztę firmową, ustalam czy coś muszę doszlifować w kodzie z poprzedniego dnia i co będę robił dzisiaj. Pracujemy w pełnym scrumie, dlatego codziennie o 10:15 mamy daily, podczas którego mówimy, co robiliśmy wczoraj i co będziemy robić dzisiaj, dzięki temu wszyscy są zorientowani, jaki jest status prac w sprincie. Pracujemy dla klienta z Belgii, dlatego towarzyszą temu konferencje przez Skype z belgijską częścią teamu. Pracujemy nad aplikacją dla pilotów. Aplikacja wykorzystywana jest przez parę tysięcy samolotów. Klient czasem podsyła nam zdjęcia pilotów, którzy używają naszej aplikacji, co daje fajne poczucie, że nasza praca naprawdę komuś się przydaje.

Po daily najczęściej każdy już siada do komputera i skupia się na swojej pracy do końca dnia. Zdarza się też, że w ciągu dnia pojawiają się jakieś sprawy do omówienia. Zwłaszcza jak jest się juniorem, to lepiej coś skonsultować z bardziej doświadczonym developerem – na to też poświęcam jakąś porcję czasu. Został mi przydzielony mentor, do którego zawsze mogę się zwrócić w razie problemów.

W większości firm IT odbywa się sporo eventów, więc to nie jest tak, że siedzimy ciągle przy komputerze. U mnie w firmie są tzw. „SKMki” czyli „Share Knowledge Meeting” – godzinne spotkania, podczas których ktoś robi wykład na temat jakiejś biblioteki, nowości na rynku itp. Raz w miesiącu są „Pizza Meetingi”, podczas których ktoś z firmy przygotowuje wykład, a w między czasie delektujemy się pizzą. Sporo jest też rzeczy poza pracą – np. gramy razem w koszykówkę.