Wywiad: Czy nauka programowania może pomóc otworzyć się na nowe rynki i zaoszczędzić czas?

25 września 2017


Dla Jakuba Kłosa i Marka Kołodziejczyka własny biznes stał się sposobem na niezależność. Chociaż wcześniej nie byli związani z branżą IT, to nauka programowania pomogła im usprawnić pracę ich firmy (www.jestemgit.pl, www.gitwakacje.pl), a także otworzyła ją na nowe rynki. (…) automatyzowaliśmy rzeczy, które musieliśmy kiedyś codziennie robić sami – przyznaje Marek. – Stworzyliśmy narzędzia, które stały się darmowymi pracownikami. Oczywiście w takiej sytuacji moglibyśmy inaczej spożytkować ten czas, dużo więcej pracować, dzięki czemu wszystko nabrałoby jeszcze większego pędu, ale uważamy, że nie do końca to jest celem samym w sobie. Trzeba szanować siebie i swoje życie, realizować marzenia.

Marek i Jakub opowiedzieli o swoich początkach z programowaniem, o tym jak pogodzili prowadzenie własnej firmy z udziałem w kursie Akademii, o zaangażowaniu w nowe przedsięwzięcie, jakim jest agencja interaktywna eBorn oraz o tym, dlaczego tak ważne w życiu są zmiany i podejmowanie nowych wyzwań.


Kiedy skończyliście swój kurs?

Marek: Ja skończyłem pierwszą, trzymiesięczną edycję. Miało to miejsce w listopadzie 2015 r.

Kuba: Ja z kolei skończyłem kurs w lutym 2016 roku.

Nie kończyliście tego samego kursu, skąd w takim razie się znacie?

Kuba: Decyzję o rozpoczęciu kursu w pierwszej kolejności podjął Marek. Od czterech lat prowadzimy razem firmę, jesteśmy wspólnikami i z tego względu nie zdecydowaliśmy się pójść na kurs razem - ktoś musiał w tym czasie zająć się firmą.

Czy Wasze dotychczasowe działania związane były z branżą informatyczną?

Kuba: Z IT nie byliśmy wcześniej w ogóle związani. Jednak myśl o zaangażowaniu się w tę branżę chodziła nam po głowie już od jakiegoś czasu. Aczkolwiek bardziej Markowi niż mnie.

Marek: Zwiększone zainteresowanie branżą IT związane było z automatyzacją naszej firmy, którą chcieliśmy zacząć skalować. Z tego powodu wymyśliliśmy aplikację mającą na celu wspomóc zarządzanie. Realizację naszego pomysłu rozpoczęliśmy od znalezienia wykonawcy. Byliśmy bardzo zaskoczeni, gdy zobaczyliśmy wycenę, która okazała się przewyższać nasze możliwości finansowe. Z drugiej strony kwota ta zaintrygowała nas do tego stopnia, że zaczęliśmy zastanawiać się, dlaczego sami nie mielibyśmy zacząć pisać aplikacji? Od początku wykazaliśmy typowo biznesowe podejście.

Czy próbowaliście sami uczyć się programowania z ogólnodostępnych źródeł?

Marek: Ja uczyłem się samodzielnie z kursów on-line i książek. Pierwszą stronę internetową służącą do zarządzania zrobiłem sam, ale cały czas czułem niedosyt i potrzebę usystematyzowania wiedzy. Zbiegło się to też z okresem, w którym naszła mnie myśl o zmianie czegoś w swoim życiu. O kierunku tych zmian zdecydował przypadek, ponieważ podczas wyjazdu wakacyjnego wyświetliła mi się na Facebooku reklama infoShare Academy, którą potraktowałem jako swoisty znak. Od razu się zgłosiłem. Po powrocie z wakacji spotkałem się z Marcinem (Marcin Pokojski, ówczesny CEO infoShare Academy, obecnie Członek Zarządu – przyp. red.), któremu powiedziałem, że dam radę nauczyć się technologii sam i zapytałem, czy infoShare jest w stanie dać mi coś, czego ja sam nie zdobędę, ucząc się w domu. To właśnie po tej rozmowie z Marcinem zdecydowałem się na udział w kursie.

Kuba: Ja od siebie chętnie dodam, że ta liczba kursów w Internecie jest ogromna, a nierzadko ich zakres obejmuje naprawdę wysokojakościowy materiał. Kiedy jednak człowiek ma na głowie wiele różnych spraw – począwszy od prowadzenia firmy, z czym związane jest duże zaangażowanie czasowe, po rodzinę i inne codzienne obowiązki – ciężko jest znaleźć motywację do spędzenia ośmiu godzin dziennie na kursie internetowym on-line. W takiej sytuacji brakuje presji grupy i współzawodnictwa, które towarzyszyły zajęciom w Akademii. Skoro wszyscy kursanci codziennie uczestniczą w zajęciach, to my też nie możemy sobie pozwolić, by któreś z zajęć po prostu opuścić. Oczywiście oprócz tego rodzaju motywacji, wchodzi też ta finansowa. Kurs stacjonarny może jednak okazać się takim momentem przełomowym także z innych względów, jako że granicę do świata IT stanowi nie tylko wiedza, ale też poznanie doświadczeń, których na żadnym kursie on-line nie zdobędziemy. Podczas zajęć w Akademii mamy styczność z ludźmi, którzy funkcjonują w branży po kilka, kilkanaście lat i „na żywo” są w stanie nam przekazać całkiem inną wiedzę, niż ktoś, kto prowadzi kurs internetowy.

Jak oceniacie sam kurs? Powtórzylibyście tę przygodę?

Marek: Jeżeli mam być szczery, to odpowiem tak, spróbowałbym. Teraz, gdy już sam uczę się nowych języków programowania dostrzegam, że brakuje mi wspomnianej przez Kubę presji wytyczonego czasu na zdobywanie wiedzy. Ilekroć pracuję nad czymś innym albo ludzie wiedzą, że nie jestem wyłączony czasowo, to zawsze pojawia się coś do zrobienia, w skutek czego ta samodzielna nauka się przeciąga. W chwili obecnej uczę się Javy. Biorąc pod uwagę czas, który upłynął od momentu, rozpoczęcia tej nauki aż do teraz, to tak naprawdę powinienem się nią już posługiwać. Nauka się rozwleka, ponieważ bez przerwy pojawia się coś dodatkowego do zrobienia. To wszystko, o czym teraz mówię stanowi powód, dla którego ponownie wziąłbym udział w kursie.

Kuba: Ja myślę podobnie. Kurs jednak stanowił moment przełomowy, w którym trzeba było postawić wszystko na jedną kartę i spędzić w Akademii dwa-trzy miesiące, by wchłonąć tyle wiedzy, ile to tylko możliwe. Teraz staramy się w taki sposób rozdysponowywać obowiązki, dzielić czas i rozkładać akcenty, by wciąż znajdować czas na naukę i pracę w branży IT.

Co, z tego, czego uczyliście się podczas kursu szczególnie przypadło Wam do gustu, a co niekoniecznie okazało się przydatne?

Marek: Moim zdaniem kurs w świetny sposób potrafi zapoczątkować programistyczną pasję. Natomiast sama wiedza, którą podczas niego zdobyłem jest w tak szybki i tak intensywny sposób przekazywana, że ja i tak nie byłem w stanie wykorzystać jej od razu, gdy po kursie zacząłem pracować u jednego z Partnerów Akademii. Cała ta wiedza nie okrzepła jeszcze na tyle, bym mógł z niej korzystać ad hoc. Kojarzyłem, że jakaś rzecz istnieje, ale i tak musiałem wyszukać informacji na jej temat, a nie tego do końca wymaga pracodawca.

Dzięki temu, że na moim kursie pojawił się zarówno back-end, jak i front-end zyskałem holistyczną wiedzę na temat tego, jak np. funkcjonuje cała strona internetowa lub jak wygląda flow aplikacji. Jednak prawdziwa nauka zaczyna się dopiero później, po ukończeniu kursu i tak naprawdę to, jaką podejmie się pracę lub jaką drogę się obierze, dopiero zweryfikuje, jaką wiedzę trzeba dalej zdobywać. Można powiedzieć, że w tym przypadku działa Zasada Pareta. Dwadzieścia procent, dzięki którym wiemy, o co chodzi w programowaniu zdobyliśmy w Akademii, ale żeby móc się wyspecjalizować w czymś konkretnym i gdzieś pracować potrzebujemy trochę więcej. Oczywiście tych dwudziestu procent można nauczyć się samemu, czego przykładem są moi znajomi, którzy w ten sposób zdobyli wiedzę, za co należą im się moje gratulacje. Ja jednak pewnie nie dałbym rady, zwłaszcza w sytuacji, w której mam własny biznes będący trochę jak dziecko. Poza mną (tak mi się wydaje) chyba nikt z mojego kursu nie miał własnej firmy. W efekcie czego po dniu spędzonym w Akademii wracałem i pracowałem w firmie, a czasem robiłem to też w przerwach między zajęciami. Nie zdarzało się tak, że wracałem i miałem dużo czasu na powtórki, chociaż i tak codziennie starałem się trochę czasu na to poświęcić. Nie miałem jednak takiego komfortu, by móc tylko na tym się skoncentrować. Być może w moim przypadku właśnie to przeszkadzało mi w zdobywaniu i utrwalaniu całej tej wiedzy.

Jeżeli chodzi o moje zainteresowanie technologiami, to ta kwestia ulega zmianie. Podczas samego kursu dużo bardziej interesował mnie back-end np. PHP, ale żaden z Partnerów nie szukał back-endowca, ponieważ wszyscy szukali front-endowców. Podczas prezentacji naszych projektów back-endowych większe zainteresowanie budziła część front-endowa i to przeważnie jej dotyczyły pytania. Przypuszczam, że właśnie to mogło trochę skierować mnie w stronę front-endu. Stwierdziłem jednak, że nie chcę robić stron, ale aplikacje i tak trafiłem do firmy Goyello, w której pracowałem w AnguarJS. Po zakończeniu przeze mnie tego stażu założyliśmy z Kubą drugą firmę, tym razem o charakterze IT. Moje skłonności do back-endu zwyciężyły i teraz pracuję w Javie oraz PHPie.

Kuba: Rzadko się zdarza, że powielamy swoje kompetencje w biznesach. Działa to bardziej na zasadzie wymieniania się wiedzą i uzupełniania siebie nawzajem.

Ja zdecydowałem się na swoją edycję kursu front-endowego z tego względu, że był to już drugi kurs, który w ogóle nie poruszał zagadnień back-endowych, co bardziej mi pasowało. Wolę skupić się na stronie designu, frontu, sposobie prezentacji wszystkiego oczom użytkownika, natomiast mniej odpowiadają mi te tematy związane z back-endem i logiką biznesową. Z tego powodu akurat myślę, że ułożyło się dobrze i teraz, gdy pojawiają się jakieś rzeczy związane z back-endem to chętnie oddaję je Markowi i nie wnikam w to, co on tam robi. Ważne, że jemu takie zadania sprawiają satysfakcję.